
Wracając jednak do naszego tematu, można chyba śmiało powiedzieć, że oszczędzanie nie jest tylko powstrzymywaniem się od wydawania ale często też, a może nawet przede wszystkim, mądrym wydawaniem. Oczywiści złotówka nie wydana jest złotówką zaoszczędzoną, ale bardzo często możemy ją po prostu mądrzej wydać, żeby zaoszczędzić. Tutaj trzeba jednak uważać, żeby nie wpaść w typową pułapkę zastawianą przez marketingowców wszelkiej maści, którzy próbują nam wmawiać, że kupując oszczędzamy. Jeżeli wybraliśmy się do sklepu po masło konkretnej marki, ale kupiliśmy inne o 50gr tańsze to faktycznie zaoszczędziliśmy. Ale jeżeli przy okazji kupiliśmy piłkę, która akurat była przeceniona z 50zł na 20zł, to nie oszczędziliśmy 30zł tylko wydaliśmy 20zł. Piłka nie była w naszych planach, nie potrzebowaliśmy jej. Kupiliśmy ją na podstawie impulsu! Punkt dla marketingowców!
Śmiem twierdzić, że dla większości ludzi nauczenie się mądrego wydawania pieniędzy, będzie miało większy wpływ na stopę oszczędności, niż powstrzymywanie się od wydawania na siłę.
To tak naprawdę prosta psychologia, ciężko na dłuższą metę wytrzymać odmawiając sobie wszystkiego (jak się oczywiście nie musi), prędzej czy później wypalimy się i powrócimy do "finansowej nieodpowiedzialności ". Znacznie lepiej zaakceptować fakt, że wydawać będziemy i cały wysiłek ukierunkować w stronę mądrzejszego wydawania. Wydawać mądrzej to znaczy ograniczać wydatki na zachcianki (ograniczać, a nie z nich całkowicie rezygnować), ograniczać koszty, które da się bez bólu ograniczyć, kupować taniej i w bardziej przemyślany sposób. Oto niektóre przykłady z mojego życia:
- Zamieniłem wodę źródlaną Żywiec Zdrój na tańszą mineralną Cisowiankę. Na wyprzedaży w REAL-u kupiłem w czerwcu 30 zgrzewek.
- Chemię domową staram się kupować na wyprzedażach, jeżeli cena jest naprawdę dobra to także w większych ilościach.
- Ograniczyłem do absolutnego minimum zakupy w małych sklepach i na stacjach benzynowych. Szczególnie na stacjach benzynowych w przeszłości wydawałem bardzo duże pieniądze. Teraz jeżeli planuję wyjazd za miasto, to uwzględniam ten fakt na mojej liście zakupów i wszystkie rzeczy typu, picie, paluszki, batoniki, kupuje wcześniej w supermarkecie i pakuję do plecaka.
- Dwa tygodnie temu kupiłem sobie na posezonowej wyprzedaży markowe sandały. Oszczędność co najmniej 100zł w stosunku do cen, po których kiedyś bym je kupił, czyli na 5 minut przed urlopem w szczycie sezonu. W ten sam sposób zamierzam podejść do wszelkich innych zakupów odzieżowo-obuwniczych.
- Za punkt honoru stawiam sobie niepłacenie prowizji bankowych i stałe wyszukiwanie lepszych i tańszych produktów finansowych. Korzystam z darmowych przelewów internetowych, bez prowizji kupuje j.u. funduszy inwestycyjnych, nie płacę za kartę kredytową. Wszystkie rachunki i zobowiązania płacę w terminie, dzięki czemu unikam kar i odsetek karnych.
- Korzystamy z najtańszego pakietu Polsatu.
- Internet opłacam raz do roku, dzięki czemu dostaję 10% zniżki.
- Staramy się korzystać z Biblioteki Publicznej.
- Prasę codzienną czytam w internecie. Kupuje tylko "Politykę" (od 1990 roku:))
- Do pracy pakuję kanapki.
- Itd., itd., itd.,
Przeczytaj także:
Żyj z 4% swojego kapitału!
Najtrudniej zarobić pierwszy milion!
Jak stać się bogatym - prosta recepta!
Inflacja - czyli co pożera Twoje marzenia?
Dobry dług, zły dług
Bądź finansowym realistą!
Yossarian, uważam, że Twoje podejście do finansów osobistych jest bardzo rozsądne. Twardo stąpasz po ziemii. Widać, że masz już trochę doświadczenia życiowego, bo jak czytam niektóre blogi pisane, w wiekszości przez moich rówieśników (mam 20 lat) to czuję się jakbym czytał książki. Sama z sufitu wzięta teoria. W otwarty sposób dzielisz się swoją sytuacją finansową, co jest naprawdę duzym plusem Twojego bloga. Kolejny, dobry i co najważniejsze życiowy wpis.
OdpowiedzUsuńp.s.
Powodzenia z tymi górami:)
Myślę, że rozsądne wydawanie pieniędzy + rozsądne inwestowanie + 10-20 lat to droga do uzbierania, może nie milionów, ale naprawdę pokaźnych kwot.
OdpowiedzUsuńFajny blog
Pozdrawiam
M.
Podoba mi się końcówka wpisu, bo zainspirowała mnie do tego, że możemy tak na dobrą sprawę gruntownie przemyśleć swoje wszystkie dotychczasowe nawyki i przyzwyczajenia konsumenckie. Sam mam kilka takich (jeszcze nie spisanych) zasad, których przestrzegam. Może przykłady z wodą mineralną czy kupowaniem na przecenach wydadzą się niektórym trywialne, to w skali roku rozsądne planowanie tego gdzie, co kupimy i jak dużo ma kolosalne znaczenie.
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem pieniądze są zaoszczędzone to właśnie pieniądze w tzw. skarpecie a kupowanie na wyprzedażach i na tzw. promocjach to po prostu "mądre wydawanie", które również jest w pewnym sensie oszczędnością, bo pozwala nam więcej kupić.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wkrótce pojawi się jakiś wpis o IKE bo ciągle się przymierzam do wyboru takiego produktu. Może nawet polecisz produkt tego typu?!
@ Conrado
OdpowiedzUsuńNie do końca podzielam Twój krytyczny stosunek do młodszych kolegów bloggerów. Ja jestem dla nich pełen uznania. Widać niesamowitą chęć zdobywania wiedzy i doświadczenia. Żałuję, że 15 lat temu nie miałem ich podejścia. Jak poszukasz to na blogach z którymi jestem polinkowany znajdziesz mnóstwo bardzo fajnych i ciekawych rzeczy. Sam wielu z nich odwiedzam i czytam regularnie.
pozdrawiam:)
p.s.
Za komplementy pod moim adresem dziękuję:), cieszę się, że komuś moja praca się przydaje
@ Maciek
OdpowiedzUsuńMyślimy podobnie. Taki jest właśnie mój plan!
pozdrawiam:)
@ Mauro
OdpowiedzUsuńCieszę się, że udało mi się Ciebie troszkę zainspirować:) Małe rzeczy naprawdę są istotne.
Trochę dyscypliny wystarczy, żeby wygospodarować coś na koniec miesiąca, a o to przecież w tej grze chodzi:)
pozdrawiam
@ Karolina
OdpowiedzUsuńProduktu wolę nie polecać. Na co mi ta odpowiedzialność:). Uważam, że dla osoby młodej, mającej horyzont inwestycyjny powyżej 10 lat, najodpowiedniejsze jest IKE w biurze maklerskim, lub w którymś z TFI.
O IKE na pewno jeszcze będę pisał, bo o czymś trzeba:)))
pozdrawiam
Jeżeli już wspomniałeś o "hurtowym" kupowaniu np. wody, to polecam kupowanie w sklepach Makro. Wprawdzie dostęp jest tylko dla firm, ale sporo można zaoszczędzić, bo niektóre ceny są znacznie niższe niż te sklepowe. Sam zawsze mam spory zapas wody w 5-litrowych baniakach. Warto jednak zwrócić uwagę, jaką wodę kupujemy - na wodzie, podobnie jak na żywności, nie warto oszczędzać.
OdpowiedzUsuńCo do małych sklepów - warto czasem porównać ceny, bo niekiedy taniej jest właśnie w tych małych sklepach, nie wspominając, że zazwyczaj w nich bardziej dba się o klienta.
Co do opłat bankowych - nawiązując do wspomnianych marketingowców i w bankowości stosuje się chamskie (bo inaczej nie sposób tego nazwać) sztuczki. Przykład: BOŚ Bank oferuje rachunek oprocentowany na 8% do 3000 zł. Wydaje się, że to superokazja, ale jak spojrzymy do opłat to po pierwsze prowadzenie konta jest darmowe jedynie przez 6 miesięcy, a później trzeba płacić aż 19 zł miesięcznie. Bank zabezpieczył się jeszcze inaczej - zerwanie umowy wcześniej niż po 9 miesiącach kosztuje 60 zł. O takich rzeczach nie wspomina się nigdy w reklamówkach, a potrafią być dla nas naprawdę kosztowne.
Również nie kupuję książek, skoro mam bibliotekę, szczególnie przy takich cenach książek biznesowych. Co do czasopism jednak to niekoniecznie się zgadzam - ja na przykład nie lubię czytać na komputerze - wzrok męczy się znacznie szybciej i nie ma tej przyjemności dotykania papieru hehe.
@ Marcin
OdpowiedzUsuńMam kartę Makro i czasami też tam kupuję. Być może w sklepach osiedlowych cos można upolować taniej, ale jeszcze trzeba wziąć pod uwagę czas. Ja nie mam generalnie czasu na gonitwę po sklepach w celu porównania cen, choć zapewne jakieś efekty by to przyniosło. Z rzeczy , które zrobiłem ostatnio to zapisałem się na listy mailingowe Reala, Tesco i Lidla i staram się w ten sposób wyłapywać większe promocje. Chodzi oczywiście o ewentualne większe zakupy, bo nie będę jechał specjalnie, żeby zaoszczędzić 2 zł.
Co do wody to pełna zgoda, jakość jest najważniejsza. Akurat Cisowianka jest lepiej oceniana od Żywca, piszę to na podstawie porównania różnych wód dostępnych na rynku, które gdzieś na necie czytałem.
Generalnie wiadomo o co chodzi, wydatki trzeba stale monitorować i ciąć tam gdzie się da:)
pozdrawiam
Widzę że temat wody króluje. Ja poszedłem jeszcze dalej - nie kupuje butelkowanej tylko mam filtr (Brita) i filtruję kranówkę. Wody w butelkach to kolejny chwyt marketingowy. Rzadko które są tak naprawdę źródlane a większość to po prosty woda filtrowana z ewentualnymi dodatkami minerałów. Koszt wyprodukowanie butelki wody to pewnie kilka groszy a kupuje się ją po złotówkę albo i więcej. Korzyści: nie muszę dzwigać kilogramów ze sklepu i mam tyle wody ile chcę, finansowo dużo korzystiej bo choć wkład jest drogi to starcza na 4 tygodnie. A w cudowne zalety wody mineralnej z butelki reklamowanych przez piękne panie nie wierzę. Nie dajcie się więc zbałamucić!
OdpowiedzUsuń