skip to main |
skip to sidebar
Moja aktualna wartość netto to około 425tys zł. Jest to wynik daleki od moich marzeń, ale i tak niezły jak na moje 37 lat. Niestety za oszczędzanie i inwestowanie zabrałem się dopiero jakieś 5 lat temu i bardzo tego żałuję. Na początku dekady miałem krótką i bardzo bolesną przygodę z GPW kiedy to za pożyczone pieniądze kupiłem akcje elektrimu. Kupowałem kiedy kurs był w okolicach 20zł, sprzedałem, już nawet nie pamiętam za ile, ale chyba poniżej 5zł. Straciłem 8tys zł. Może nie majątek, ale wystarczyło, żeby o giełdzie zapomnieć na parę lat. O wiele lepiej szło mi z nieruchomościami. Nie bałem się kredytów hipotecznych i miałem dużo szczęścia, trafiłem akurat na początek wielkiego boomu, więc wszystko czego się dotykałem zamieniało się w złoto. No dobrze, może z tym złotem to mała przesada, ale faktycznie nieruchomości pozwoliły mi na niezły zarobek. Szczególnie zwrzywszy na to, że wszystko kupowaliśmy na kredyt.
W 2001 kupiliśmy z żoną za niecałe 30tys, 13 arową działkę budowlaną. Rok później za 85tys, nabyliśmy mieszkanie w bloku, które 3 lata później sprzedaliśmy za 130tyś. Na początku 2004 kupiłem na kredyt niewielki lokal użytkowy za 95tys zł, niedawno sprzedałem go za 220tys zł. Zarobek 125 tys zł plus opłaty czynszowe, to była naprawdę dobra inwestycja. W 2006 roku, wybudowaliśmy dom. Udało nam się zrobić to na chwilę przed szaleńczym boomem budowlanym, w związku z czym zamkneliśmy się w kwocie 320tys zł, rok później pewnie wydalibyśmy conajmniej 100tys zł więcej. Dwa lata temu na spółkę ze znajomymi kupiliśmy za 80tys, działkę budowlaną. Już w dniu aktu notarialnego mogliśmy ją sprzedać za dwukrotność tej ceny. Narazie się nie śpieszymy, w planie mamy małą deweloperkę. Ale ten pomysł będzie musiał poczekać na lepsze czasy.
Poniżej zamieszczam arkusz z moją wartością netto:

Jak widać po stronie aktywów biorę po uwagę tylko "duże" składniki . Nie liczę całej masy chłamu, który udało nam się przez te wszystkie lata zakumulować.
Jako, że pierwszy raz dzielę się na blogu stanem majątku to pokrótce omówię jego poszczególne składniki.
AKTYWA
1. Gotówka
Na rachunkach oszczędnościowych w Eurobanku mamy ponad 28tys zł, jest to nasz fundusz bezpieczeństwa. Kwota docelowa to 30tys zł. Jednak jako, że miesięczne odsetki jakie otrzymujemy to około 140zł, zakładam, że fundusz w ciągu roku sam urośnie do zakładanej kwoty. Na razie więc nic do Eurobanku nie będziemy wpłacać, ani mam też nadzieję, z niego wypłacać.
2. Fundusze inwestycyjne
Jak widać większość naszych oszczędności trzymamy w funduszach. Wszystkie nasze fundusze, to bez wyjątku fundusze akcyjne. Jednostki uczestnictwa kupuję za pośrednictwem supermarketu funduszy w Multibanku. Zaleta tego rozwiązania jest taka, że po pierwsze nie płacę prowizji za nabycie jednostek, a po drugie Multibank bardzo fajnie wszystko integruje z ROR-em. Odpalam komputer i na jednej stronie widzę wszystkie moje oszczędności, kredyty, rachunek maklerski, kartę kredytową itp. (podobnie rozwiązuje to mBank, gdzie też od wielu lat mam rachunek.)
Oto fundusze jakie zakupiłem przez Multibank:

Oprócz tego, wraz z żoną, na rachunku maklerskim, posiadamy 50 jednostek uczestnictwa w nowym dziecku Legg Masona - Legg Mason Skoncentrowany FIZ:

Oraz trochę jednostek uczestnictwa zakupionych za pośrednictwem mBanku:

Póki co zamierzam regularnie dokupywać jednostki uczestnictwa, kompletnie nie zwracając uwagi na krótkoterminowe wahania indeksów. Mój horyzont inwestycyjny jest długi, a ja jestem bardzo cierpliwy. Akcje są teraz tanie, być może będą jeszcze tańsze, ale na pewno za rok, dwa może pięć, będą o wiele droższe. Wtedy będę sprzedawał. Mam cichą nadzieję, że hossa przyjdzie najwcześniej za rok, co da mi więcej czasu na zakupy.
3. Indywidualne Konto Emerytalne
IKE mam także w Multibanku, a właściwie w SKARBCU TFI, bo to Skarbiec zarządza fundami Multibanku (ta sama grupa kapitałowa). Jak na razie kasy niewiele, ale wpłacam regularnie od prawie dwóch lat. 100% środków trzymam w funduszu akcyjnym. Dlaczego IKE w Multibanku?
Z takiej samej przyczyny jak fundusze inwestycyjne - wygoda. Lubie mieć wszystko w jednym miejscu.
4. Samochód a.ka. mydelniczka
Samochód należy do mojej żony i służy tylko i wyłącznie na dojazdy do pracy. Na co dzień jeździmy moim - najlepszym samochodem na świecie, czyli służbowym. Samochód wyceniłem konserwatywnie na podstawie Auto Giełdy na 19 000 zł, co jest ceną nisko-średnią za ten model, w tym roczniku. Ponownie wycenie go sobie za pół roku, do tej pory będę zakładał w wyliczeniach taką właśnie kwotę.
5. Działka budowlana
A właściwie pół działki, bo drugie pół należy do znajomych. Jak już pisałem planujemy coś na niej w przyszłości postawić, najprawdopodobniej bliźniaka. Do tego jednak potrzeba banków znów chętnie udzielających kredytów, a to może w najbliższym czasie nie powrócić. Jednak, ponownie, pośpiechu nie ma. Inwestycja zdecydowanie długoterminowa. Fajny sposób na dywersyfikację portfela. Horyzont zależny od koniunktury.
Na dzień dzisiejszy nasza połowa działki ma wartość około 60tys zł, po takich mniej więcej cenach sprzedają się (jak się sprzedają) podobne działki w naszej okolicy. Na razie, do momentu jakiś istotnych zmian na rynku, taką wartość właśnie będę przyjmował do swoich wyliczeń.
6. Dom
Zdecydowanie największy i najważniejszy składnik naszego majątku. Wybudowany w 2006 roku, nieźle wyposażony, ogrzewany pompą ciepła. 160m/2 powierzchni użytkowej, na 13 arowej działce, 10km od centrum miasta wojewódzkiego. Konserwatywna pobieżna wycena przez znajomego agenta nieruchomości to 550-600tys zł. "Tyle moim zdaniem realnie, na dzisiejsze czasy moglibyście za niego dostać, ale ciężko by było znaleźć kupca, bo domy się teraz nie sprzedają" - to słowa pana od handlu nieruchomościami. Niech będzie 550tys i tyle póki co przyjmuję do obliczeń. Domu i tak nie zamierzamy w ciągu najbliższych lat sprzedać. Dobrze się nam w nim żyje.
PASYWA
1. Kredyt na dom
No cóż w domu się fajnie mieszka, ale nie fajnie spłacać kredyt hipoteczny. Dla mnie osobiście największe źródło stresu i ryzyka w naszym życiu. Mamy jeszcze do spłacenia ok. 291tys (niewiele tego ubyło przez 3 lata), nasza obecna miesięczna rata to niecałe 1500zł. Kredy jest oczywiście w złotówkach
Wady:
- raty równe - trzeba bankowi więcej oddać, niż w przypadku rat malejących
- ostatnią ratę spłacę w wieku 70 lat, no cóż z tego wynika, że prędzej czy później trzeba będzie zacząć nadpłacać.
Zalety:
- raty równe - czyli niższe od malejących
- WIBOR + 0.5% marży!!! - tak, tak, to nie pomyłka, takie warunki można było jeszcze 2-3 lata temu wynegocjować.
- mechanizm bilansujący, czyli coś co pozwala na kompensowanie kwoty zadłużenia z środkami posiadanymi na rachunku bankowym. Innymi słowy, jeżeli na rachunku mam 10tys zł to bank odejmuje mi tę kwotę od sumy zadłużenia i dopiero od różnicy nalicza odsetki kredytowe. Fajne szczególnie w czasach kiedy stopy procentowe są na wysokim poziomie.
- kredyt otwart - tzn. mogę go spłacić w całości nawet jutro, bez żadnych kar i prowizji.
2. Kredyt na działkę budowlaną
Wady:
- Denominowany we CHF, brałem go po kursie 2.08
- udzielony na 30 lat
Zalety:
- Niska miesięczna rata - w tym miesiącu zapłaciłem 81 zł.
- kredyt otwarty - patrz wyżej
- LIBOR + 1 % marży - patrz wyżej
No i na całe szczęście zostało mi tylko jakieś 7000chf do spłaty, mam zamiar zacząć nadpłacać kiedy kurs franka powróci przynajmniej w okolice 2.5
3. Karta kredytowa
Mam złotą Visę z Multibanku. W zasadzie z drobnymi wyjątkami, używam jej tylko do kupowania żywność w marketach. Zawsze spłacam 100% zadłużenia. Bank jeszcze nie zarobił na nas nawet 50gr, a tę kartę mam już od 3 lat. Karta jest bezpłatna, a w zasadzie opłaty są, tylko nam je zwracają, z racji tego, że korzystamy z całej masy innych produktów bankowych.
Przeczytaj także:
Wartość netto - prawdziwa miara bogactwa
Żyj z 4% swojego kapitału
III filar - fakty i mity!
Alokacja aktywów
Inflacja to stały wzrost średniej ceny dóbr, co w rezultacie prowadzi do spadku siły nabywczej pieniądza. Można powiedzieć, że inflacja to nic innego jak procent składany, tylko niestety tym razem działający na naszą niekorzyść. Istotę inflacji najlepiej zrozumieć na przykładzie. Załóżmy, że mamy 100zł, które trzymamy na czarną godzinę. Z racji tego, że nie mamy zaufania do systemu bankowego, postanowiliśmy zakopać nasze pieniądze w ogródku. Po dziesięciu latach, przy średniorocznej inflacji wynoszącej 4%, nasze 100zł, będzie miało siłę nabywczą dzisiejszych 68zł. Innymi słowy za dziesięć lat za nasze odkopane 100zł, będziemy mogli kupić tyle, co dzisiaj za 68zł. Ile musielibyśmy mieć pieniędzy po 10 latach, żeby ich siła nabywcza była równa 100zł dzisiaj? Odpowiedź to 148zł. Żeby zachować siłę nabywczą naszych 100zł przez 10 lat, przy 4% średniorocznej inflacji, musimy tak zainwestować, żeby przez ten okres zarobić 48%! I to nie uwzględniając podatku Belki.
siła nabywcza 100zł dzisiaj = sile nabywczej 148zł za 10 lat (inflacja 4%)
Jak widać inflacja wpływa bardzo destrukcyjnie na przyszłą siłę nabywczą naszych pieniędzy.
Ważne więc jest, żebyśmy nauczyli się rozróżniać realną stopę zwrotu z inwestycji od stopy nominalnej.
Stopa realna jest procentowym zwrotem z inwestycji po odjęciu inflacji.
REALNA STOPA ZWROTU = NOMINALNA STOPA ZWROTU - INFLACJA
Nominalna stopa zwrotu pokazuje nam ile zarobiliśmy, nie uwzględniając utraty siły nabywczej pieniądza, czyli inaczej mówiąc, nie uwzględniając inflacji. My jednak, w swoich symulacjach finansowych, nie możemy sobie pozwolić, aby zapomnieć o inflacji. Pamiętajmy, że milion złoty brzmi pięknie, ale tylko dzisiaj. Za 20-30 lat, za milion złotych będziemy mogli kupić znacznie mniej! Zilustrujmy to na kolejnym przykładzie. Dajmy na to, że postanowiłeś na emeryturę nazbierać milion złotych. Na jednym z wielu dostępnych w internecie kalkulatorów finansowych szybko można wyliczyć, że przy zakładanej stopie zwrotu wynoszącej 10%, oszczędzając przez 25 lat, musisz odkładać około 750zł miesięcznie, żeby Twoje marzenie o milionie się spełniło. Super! Tylko jaka wyrażana w dzisiejszych złotych, będzie siła nabywcza Twojego miliona za 25 lat? Przecież myśląc o milionie, myślisz o kwocie mającej konkretną siłę nabywczą dzisiaj. Policzmy. Twój zakładany średnioroczny zwrot z inwestycji to 10% (dość realne w długim terminie), ale spodziewasz się też w tym okresie średniorocznej 5% inflacji. Przy takich założeniach za swój milion będziesz mógł kupić mniej więcej tyle ile dzisiaj kupisz za około 295tys. Hmm, w takim razie ile musisz nazbierać, żeby przy założonej stopie inflacji poczuć się jak gdybyś miał milion złoty dzisiaj? Odpowiedź to 3 386 254 zł. Mając taką właśnie kwotę pieniędzy będziesz mógł kupić dokładnie tyle samo, ile możesz kupić za 1 000 000zł dzisiaj. Ale żeby odłożyć 3 386 254 zł w 25 lat, przy naszej zakładanej stopie zwrotu, nie wystarczy Ci już odkładanie 750zł miesięcznie, musisz co miesiąc uciułać 2550zł! Jak widać, po uwzględnieniu efektu, jaki na siłę nabywczą naszych oszczędności ma inflacja, musimy diametralnie zwiększyć miesięcznie odkładaną kwotę. W przeciwnym razie nie osiągniemy celu jakim jest zaoszczędzenie kwoty, która będzie miała siłę nabywczą 1 miliona dzisiaj.
Oczywiście to są tylko symulacje, warto jednak mieć świadomość jaki wpływ ma inflacja na przyszłą siłę nabywczą naszych pieniędzy i nie zapominać o tym przy planowaniu naszych finansów.
Poniżej zamieszczam tabelkę z historyczną inflacją w Polsce.
Przeczytaj także:
Alokacja aktywów
Siła procentu składanego
Zasada 72
Klucz do bogactwa
Na stronie internetowej amerykańskiej grupy funduszy inwestycyjnych TEMPLETON natknąłem się na ciekawy PDF autorstwa zmarłego w ubiegłym roku legendarnego inwestora, założyciela grupy Templeton, sir Johna Templetona. W artykule zatytułowanym "16 reguł inwestowania z sukcesem", Sir John dzieli się z czytelnikami, prostymi radami, których przestrzeganie,według tego ogromnie doświadczonego inwestora, jest fundamentalnie ważne jeżeli marzą nam się sukcesy inwestycyjne.
Templeton był zwolennikiem fundamentalnego podejścia do inwestowania. Uważał, że inwestowanie powinno polegać na nabywaniu wartościowych spółek, niedocenianych aktualnie przez rynek. Takie podejście wymaga dokładnego poznania spółek, w które gotowi jesteśmy zainwestować, a także branż, w któych działają. Templeton uważał, że firma warta naszego zainteresowania to taka, któa posiada dobry zarząd, znany produkt, jest liderem w swojej branży, a branża, w której działa powinna charakteryzować się wysokimi marżami ze sprzedaży.
Jeśli chodzi o ogólne podejście do inwestycji, to odradzał angażowanie się w day-trading i ryzykowne instrumenty inwestycyjne, takie jak opcje czy kontrakty terminowe. Jego zdaniem, wszelkie próby zarabiania na drobnych ruchach indeksów, zamieniają inwestowanie w kasyno.
Uważał że, tak zarabiać potrafią tylko nieliczni profesjonaliści i spekulanci, w starciu z którymi, przeciętny inwestor nie ma żadnych szans. Jego zdaniem do inwestowania powinniśmy podchodzić z nastawieniem długoterminowym, powinniśmy mieć elastyczne podejście do instrumentów finansowych, jakie nabywamy. Według niego, nie ma jednego instrumentu, który jest najlepszy na wszystkie czasy. Czasem kupujemy blue chipy, czasami obligacje, a kiedy indziej znowu najlepiej po prostu mieć gotówkę. Zwraca uwagę jednak na to, że historycznie najlepiej przed inflacją i podatkami, nasz portfel broniły inwestycje w akcje. Jego rady, jeśli chodzi o inwestycje w akcje są proste: kupuj tanio, sprzedawaj drogo, dywersyfikuj, nie panikuj kiedy indeksy spadają, monitoruj swoje inwestycje, bądź optymistą, bo po każdej bessie nadchodzi hossa.
Jak widać, John Templeton nie odkrył Świętego Graala, nie ma tutaj, żadnych tajemnych technik i skomplikowanych systemów inwestycyjnych.. Jego rady są proste, bo inwestowanie takie właśnie powinno być. Jednak proste to wcale nie znaczy łatwe!
Przeczytaj także:
Poziomy bezpieczeństwa finansowego
Siła procentu składanego
Inflacja - czyli co pożera Twoje marzenia?
Jednym z ważniejszych kroków w drodze do finansowej niezależności jest umiejętność definiowania celów. Kluczowa jest tutaj umiejętność odróżniania celów finansowych od marzeń. Deklaracja "chcę być bogaty" jest tak naprawdę marzeniem, a nie celem. Musimy pamiętać, że marzenia opierają się na nadziei, a cele na planie działania.
Cel w odróżnieniu od marzenia, musi być konkretny, osadzony w czasie i realistyczny. Definiując cel finansowy, musimy mieć realistyczny, określony w czasie plan jego osiągnięcia.
Zamiast "chcę być" bogaty, (kiedy, jak, co to znaczy bogaty?), mówimy "chcę mieć 1mln zł za 20 lat". Teraz nasz cel jest jasno zdefiniowany, wiemy czego chcemy i ile czasu mamy, żeby to osiągnąć.
Nie wiemy jeszcze tylko, czy nasz cel jest realistyczny i jak go zrealizować. Żeby się o tym przekonać musimy zaplanować jak dojść do zakładanej kwoty. Załóżmy, że nasz milion złotych, chcemy zdobyć oszczędzając i inwestując, oraz to, że na dzień dzisiejszy nie posiadamy jeszcze żadnego kapitału. Zakładamy też, że spodziewana stopa zwrotu, to dość realistyczne 8% rocznie. Mając te dane szybko możemy wyliczyć, że w celu zaoszczędzenia wymaganej kwoty w ciągu 20 lat, przy założeniu naszej 8% stopy zwrotu, będziemy musieli co miesiąc inwestować około 17oozł. Realne, czy nie? Jeżeli zarabiamy 2000zł miesięcznie to od razu, bez dodatkowych wyliczeń, możemy zrezygnować, nie damy rady wygospodarować wymaganej miesięcznej kwoty inwestycji. Jeżeli jednak, po dokładnej analizie naszego budżetu, wyjdzie nam, że przy drobnych oszczędnościach, ewentualnie przy niewielkim wzroście dochodu, będziemy w stanie taką kwotę wygospodarować to oznacza, że nasz cel jest realny i jeżeli tylko wystarczy nam samodyscypliny i nie zabraknie szczęścia w trakcie inwestycji, upragniony milion może faktycznie być nasz.
Jak więc widać, nie tylko umiejętność definiowania celów, ale także ich realistyczna ocena jest bardzo ważna dla naszych finansów osobistych. Celów finansowych, możemy oczywiście mieć kilka jednocześnie. Mogą to być cele zarówno krótkoterminowe (w ciągu 3 miesięcy spłacę 500zł zadłużenia na karcie), średnioterminowe jak choćby nazbieranie 20tys złotych na wymarzoną podróż za 3 lata oraz długoterminowe jak w naszym przykładzie z milionem złotych. Jeżeli mamy wiele celów, czasami powstaje konieczność wyznaczenia priorytetów i rezygnacji bądź też odłożenia części z nich w czasie. Ważne jednak jest to, żeby nie mylić marzeń z celami. Pamiętajmy, cel ma być konkretny, określony w czasie i przede wszystkim realistyczny!
Przeczytaj także:
Wartość netto-prawdziwa miara bogactwa
Żyj z 4% swojego kapitału
Przeliczanie długu na raty
Dług to nic przyjemnego. Zadłużając się, ciągle żyjemy pod presją jego spłaty. Raty kredytowe obniżają nasze przepływy pieniężne, jednocześnie podwyższając koszty naszego życia. Zadłużając się, dostajemy dzisiaj coś, za co będziemy musieli zapłacić jutro. Oczywiście nic za darmo, musimy także zapłacić wynagrodzenie w postaci odsetek naszemu pożyczkodawcy. Mechanizm jest prosty, "biedny" mający deficyt gotówki, pożycza ją od "bogatego", który ma jej nadmiar. W efekcie końcowym, biedny nabywa rzecz, za którą płaci jej nominalną cenę plus odsetki, a bogaty inkasuje zysk w postaci tychże odsetek. Jaki jest rezultat tej operacji? Ano taki, że biedny staje się jeszcze biedniejszy, a bogaty (np. bank) się bogaci. W czym akurat nie widzę nic złego, od dawna przecież wiadomo, że pieniądz robi pieniądz, a banki to nie instytucje charytatywne tylko mające przynosić zysk swoim akcjonariuszom przedsiębiorstwa. Na tym przykładzie widać jednak, że mając na względzie wartość netto dłużnika , zadłużanie się nie jest korzystne. Jednak nie zawsze. Są sytuacje kiedy można się zadłużać, czasami wręcz powinno się korzystać z długu. Nie oszukujmy się, większość z nas nie dysponuje taką ilością gotówki, żeby pozwolić sobie na zakup mieszkania, czy sfinansowanie edukacji. Czy w związku z tym, mamy do końca życia mieszkać z teściami? Czy dlatego, że ktoś pochodzi z uboższej rodziny, powinien porzucić marzenia o zostaniu architektem? Sądzę, że w takich przypadkach człowiek może i powinien się zadłużać! Dlaczego? Dlatego, że kupując nieruchomość, kupujemy nie tylko miejsce do życia, ale także inwestujemy w coś co ma historyczny potencjał wzrostu wartości. Podobnie jest w przypadku edukacji, zadłużamy się, ale w zamian za to, zwiększamy swoje szanse na rynku pracy, co prawdopodobnie w przyszłości pozwoli nam zarobić więcej. Nasz przykładowy architekt za 10-15 lat, powinien zarobić znacznie więcej od absolwenta liceum z małego miasteczka, gdzie nadal by mieszkał, gdyby nie zapożyczył się na naukę. Dom, czy mieszkanie, za 20 lat, z dużym prawdopodobieństwem będą warte dużo więcej niż dzisiaj. Badania w USA wykazały, że mediana wartości netto przeciętnego wynajmującego to 4000usd, przeciętny właściciel domu może pochwalić się wartością netto w okolicach 150 000usd. Oczywiście nie każda nieruchomość da nam zarobić, tak jak i ukończenie uczelni nie zagwarantuje nam sukcesu finansowego. Jednak, w obu przypadkach nasz potencjał do budowania bogactwa w przyszłości rośnie. Dlatego, jeżeli już musimy się zadłużać róbmy to biorąc kredyty hipoteczne i studenckie. Ten rodzaj zadłużenia to dobry dług. Jeżeli będziemy korzystać z niego w inteligentny sposób, to może on być w przyszłości bardzo pomocny w budowaniu naszej wartości netto. Oprócz kredytów hipotecznych i studenckich istnieje jeszcze jedna kategoria dobrego długu, a mianowicie zadłużanie się, w celu nabycia narzędzi pracy. Jeżeli jesteś grafikiem komputerowym i do pracy potrzebujesz komputera z odpowiednim oprogramowaniem, to nie mając innej możliwości zakupu, powinieneś się zadłużyć, żeby ten komputer sobie kupić. Dzięki temu będziesz mógł zarabiać. Jeszcze raz chce zaznaczyć, dobry dług, jest dobry dopóki korzystasz z niego w inteligentny sposób! Jeżeli kupujesz mieszkanie na które Cię nie stać, albo bierzesz kredyt studencki, choć tak naprawdę go nie potrzebujesz, a dodatkową kasę wydajesz na piwo, lub pozbywasz się jej w szybkim tempie, inwestując na forexie, to niestety to co miało być dobrym długiem, bardzo szybko przemienia się w dług zły. Co to jest zły dług? Jest to zadłużenie zaciągnięte, w celu sfinansowania czegoś, co z definicji z czasem traci na wartości. Dobrym przykładem takich dóbr są wszelkie artykuły konsumpcyjne takie jak np. sprzęt RTV czy ubrania. Zakup telewizora na kredyt to fatalna decyzja finansowa, płacisz wysokie odsetki za coś co z każdym miesiącem traci swoją wartość. Stajesz się biedniejszy, jednocześnie wzbogacając sprzedawców i pożyczkodawców. To samo z ubraniami, wycieczkami na kredyt itd., itd. Pamiętaj o starej dobrej zasadzie "Jeżeli planujesz kupić coś, co nie ma potencjału na zwiększenie z czasem swojej wartości, a nie masz na to gotówki, to po prostu Cię na to nie stać!!!" Finansowanie zakupu zachcianek długiem, to zawsze i bez wyjątku zły pomysł!
Wnioski? Dobry dług w dłuższym terminie pomaga w budowaniu wartości netto, przez co przybliża nas do finansowej niezależności. Zły dług, działa dokładnie odwrotnie, obniżając naszą wartość netto, tym samym sprawiając, że nasze marzenia o finansowej wolności mogą nigdy się nie spełnić.
Przeczytaj także:
Na jaką kwotę możemy się zadłużyć?
Płatki Śniegu - czyli jak pozbyć się długu małymi krokami
Wartość netto - prawdziwa miara bogactwa
Odróżnianie zachcianek od potrzeb
Klucz do bogactwa
Najpierw płać sobie
Jeżeli mielibyśmy wybrać najważniejszą, najbardziej krytyczną zasadę w finansach osobistych to musiałoby to być "WYDAWAJ MNIEJ NIŻ ZARABIASZ".
Jeżeli żyjesz według tej prostej zasady, bogacisz się. Co miesiąc zostaje Ci pewna kwota, którą możesz przeznaczyć na zwiększenie oszczędności lub spłatę zadłużenia, innymi słowy powiększasz swoją wartość netto. Z drugiej strony, każdy miesiąc zakończony większymi wydatkami od zarobków, pogarsza Twoją sytuację finansową, sprawia, że biedniejesz. Taka sytuacja, jeżeli się powtarza, prowadzi w pierwszej kolejności do wyczerpania oszczędności, a potem do spirali zadłużenia. Jest jeszcze trzecia możliwość, chyba najczęściej spotykana, czyli tzw. życie od wypłaty do wypłaty. W tym przypadku są miesiące kiedy przeholujesz, potem weźmiesz kredyt gotówkowy, na jakiś czas zaciśniesz zęby i go spłacisz i jakoś wszystko się bilansuje. Nie bogacisz się, nie biedniejesz, po prostu stoisz w miejscu. Jeżeli jesteś zdrowy, masz pracę, to ten stan może ciągnąć się latami, ale jak tylko coś pójdzie w życiu nie tak, bardzo szybko popadasz w tarapaty finansowe. Najczęściej nie masz żadnych oszczędności na czarną godzinę, pewnie także jakiś kredyt do spłacenia. Zaczynasz ratować się kredytami, które spłacasz przez zaciągnięcie kolejnych itd., itd. Sytuacja staje się nieciekawa.
Jeżeli wydajesz mniej niż zarabiasz, co miesiąc generujesz nadwyżkę finansową. Regularna nadwyżka finansowa jest Twoim biletem do niezależności (wolności) finansowej.
Jak mówi stare chińskie przysłowie "nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku", tym pierwszym krokiem w przypadku finansów osobistych jest doprowadzenie do sytuacji, w której nasze wydatki będą mniejsze od naszych zarobków. Potem tylko musimy rozsądnie i systematycznie inwestować to co nam zostaje każdego miesiąca. Ilu ludzi, tyle pomysłów co robić z ekstra kasą. Jedni będą zbierać na emeryturę, inni spłacać zadłużenie, jeszcze inni będą inwestować na giełdzie, czy w nieruchomości. Jest wiele dróg do wolności finansowej, mają one jednak ze sobą wiele wspólnego- systematyczność, rozwaga, podejmowanie umiarkowanego ryzyka. To wszystko na przestrzeni wielu lat, bez pośpiechu, korzystając z dobrodziejstw procentu składanego, musi doprowadzić nas do wolności finansowej.
Ale pamiętajmy o pierwszym i najważniejszym kroku: Wydawajmy mniej niż zarabiamy!
Przeczytaj także:
Odróżnianie zachcianek od potrzeb
Najpierw płać sobie!
Jak stworzyć budżet domowy?
Dobry dług, zły dług
Płatki Śniegu - czyli jak pozbyć się długu małymi krokami.
Zachcianki i potrzeby to nie to samo! To przecież oczywista oczywistość, chciałoby się powtórzyć za Panem Prezydentem, ale czy faktycznie różnica ta jest dla nas tak oczywista? Większość ludzi ma przecież kłopoty w odróżnianiu w codziennym życiu potrzeb od zachcianek .
Jakże często wmawiamy sami sobie, że tak bardzo potrzebujemy jakąś rzecz, gdy tak naprawdę po prostu chcemy ją mieć. W rzeczywistości podział pomiędzy zachciankami a potrzebami nie jest czarno-biały, i bardzo często ciężko odróżnić, czy dany zakup jest jeszcze potrzebą, czy może już zachcianką, bo czy zakup butów to zachcianka, czy potrzeba?
W zależności od sytuacji, może być jednym bądź drugim. To samo w przypadku zakupu samochodu, zachcianka czy potrzeba? Odpowiedź na to pytanie, znowu zależy od naszej indywidualnej sytuacji.
Jeżeli potrzebujemy samochodu, żeby dojeżdżać nim do pracy, to jego zakup jest potrzebą. Do tego jednak celu wystarczyłby nam używany samochód za powiedzmy 15 tys zł, jeżeli jednak w zamian weźmiemy kredyt i kupimy furę za 100 tys to już będzie nasza zachcianka.
Kłopoty z odróżnieniem zachcianek od potrzeb są głównym powodem inflacji stylu życia. Czyli sytuacji, w której, czym więcej zarabiamy, tym więcej konsumujemy. Człowiek biedny koncentruje się na potrzebach, wraz ze wzrostem dochodów, coraz większą rolę w naszym życiu zaczynają odgrywać zachcianki. Nie jest to złe, po to przecież pracujemy, żeby korzystać z życia. Nie nawołuje tutaj do ascezy! Ważne jednak jest to, żeby wzrost naszych dochodów był większy od wzrostu konsumpcji! Jeżeli do tej pory zarabiałeś 2 tys miesięcznie i dostałeś 500zł podwyżki to najgorsze co możesz zrobić to zacząć konsumować co miesiąc o te 500zł więcej.
Skoro poprzednio żyłeś za 2tys złotych i Ci to wystarczało, to teraz masz 500zł nadwyżki finansowej. To jest Twój klucz do bogactwa, nie przejadaj go! Zdaje sobie jednak sprawę, że mając więcej pieniędzy ciężko jest oprzeć się pokusom (zachciankom), dlatego można podejść do tego w taki sposób, że część podwyżki np. 200zł przeznaczymy na dodatkową konsumpcję, a pozostałą kwotę co miesiąc oszczędzamy.
Ja na co dzień staram się zadawać sobie w myślach pytanie: Czy naprawdę tego potrzebuję, czy tylko chcę? Najczęściej działa:)
Przeczytaj także:
Najpierw płać sobie
Fundusz bezpieczeństwa
Dobry dług,zły dług
Inflacja - czyli co pożera Twoje marzenia?